Witajcie!
Nie wiem jak u Was ,ale u mnie dziś pogoda iście listopadowa-zimno i mokro.Dla mnie jako dla zagorzałej domatorki-super!Niechęć do wyjść w pełni usprawiedliwiona.
Po ostatnim poście dostałam dużo meili z pytaniem, a co na to Pan ordynator???????Mówię uczciwie na pierwsze trzy odpowiedziałam, a na resztę odpowiadam teraz.
Otóż nasz Pan ordynator był człowiekiem żelaznych zasad,ale sprawiedliwym i mądrym.Po stwierdzeniu małej Anulki uśmiechnął się leciutko,doszedł do talerza ,zamieszał łyżką ,odwrócił i wyszedł.Szok opuścił obchód.Jak się okazało zjechał do tzw."kuchni mlecznej"i delikatnie mówiąc zrobił Panią kucharką awanturę za gęstość tejże kitochy.Na usprawiedliwienie tych kobitek powiem,że one chciały dobrze-nasze dzieci ze względu na chorobę apetyt z reguły miały kiepski i staraliśmy się przemycić dodatkowe kalorie,gdzie się dało.Historyjka ta rozegrała się blisko...20 lat temu,więc nie było wtedy jeszcze,ani tak bogatych odżywek dla dzieci,serków,jogurtów.No ogólnie było inaczej niż teraz.
No i czas na filcaczka:)
Zostałam poproszona o zrobienie sowy podobnej do kiedyś prezentowanej białej,ale w innym kolorze.Tadammm....
Czas na chwalipięctwo!
Zobaczcie jakie cudo dostałam od JANECZKI dodam tylko ,że całkowicie niespodziewanie:)
Janeczko kochana jeszcze raz Ci bardzo dziękuję:)
No i po kolejnych pożądkach,następne akcesoria do oddania,tym razem dla chłopców- męski odpowiednik Barbi-Action Men .Jeśli ktoś chętny to proszę o wiadomość:)
Kochani-nieczesto to piszę,ale bardzo Wam dziękuję za obecność,komentarze,telefony i meile:)Bez Was nie było by mnie tutaj-bo i po co?WIELKIE DZIĘKI!!!!!
Miłego,spokojnego i zdrowego tygodnia Wam życzę .Do zobaczenia:)
Obserwatorzy
niedziela, 27 listopada 2011
czwartek, 24 listopada 2011
KITOCHA
Witajcie!
Listopad zbliża się do końca to i humor mi się poprawia i tak sobie myślę i myślę co tu Wam ciekawego napisać no i postanowiłam,że napiszę Wam co już kiedyś napisałam,a mianowicie,że bardzo lubię swoją pracę:)Ano tak-to szczera prawda-lubię ją za swoje koleżanki ,które uwielbiam(zawód mam sfeminizowany),za moich pacjentów,za ten dreszczyk emocji,za ludzkie słabości,za to że robię to co zawsze chciałam robić i za różne niespodziewane sytuacje,często zabawne:)
Pamiętam jak będąc młodziutką pielęgniarką podjęłam moją pierwsza pracę na oddziale chirurgii i onkologi dzieciecej.Miałam Pana ordynatora o żelaznych zasadach,który np.uważał,że nie jest możliwe aby dziecko nie miało apetytu.Jedzenie jest jak oddychanie i po prostu jeść musi:)Codziennie był duży obchód z całym personelem i wszystko musiało chodzić jak w zegarku:)Obchód odbywał się zaraz po śniadaniu i jeśli któreś z dzieci jadło na sali ,a nie na świetlicy to na obchodzie nie miał prawa stać żaden talerz,a tym bardziej talerz o zgrozo pełny.
No ale jak łatwo się domyśleć tak się stało i oczom wszystkich,a zwłaszcza Pana ordynatora ukazał się talerz pełen kaszy na mleku.Na mnie młodziutką pielęgniareczkę padła blady strach bo stałam bliziutko i to na mnie spoczęły oczy groznego doktora i cedząc słowa zapytał:
-Siostro! A co to takiego?????- wskazując na talerz?????
Ze strachu nie wiedziałam co mam odpowiedzieć,a rzecz działa się na sali malutkiej trzy i pół letniej rezolutnej Ani.Zapadła cisza,a ordynator z tym wyciągniętym palcem czekał na odpowiedz.I nagle zaskrzypiało łóżeczko i wszyscy usłyszeli cieniutki głosik mówiący
-WUJEK WIES CO??????TAKĄ KASE KITOCHE TO SOBIE SAM JEDZ!!!!!
No i jak tu nie lubić takiej pracy?????
No i czas na filcaczka.Pamiętacie parę myszek,której życzyliście potomstwa.Oto jest pierworodna mała myszka:)
Mała Mysia dostała łóżeczko.......
......i butelke ze smoczkiem,ponieważ była karmiona sztucznie.....
Tyle na dziś :)Jutro już piątek,a potem dwa dni laby(przynajmniej dla większości:)Pozdrawiam Was gorąco i do zobaczenia wkrótce:)Lecę do Was!!!!
Listopad zbliża się do końca to i humor mi się poprawia i tak sobie myślę i myślę co tu Wam ciekawego napisać no i postanowiłam,że napiszę Wam co już kiedyś napisałam,a mianowicie,że bardzo lubię swoją pracę:)Ano tak-to szczera prawda-lubię ją za swoje koleżanki ,które uwielbiam(zawód mam sfeminizowany),za moich pacjentów,za ten dreszczyk emocji,za ludzkie słabości,za to że robię to co zawsze chciałam robić i za różne niespodziewane sytuacje,często zabawne:)
Pamiętam jak będąc młodziutką pielęgniarką podjęłam moją pierwsza pracę na oddziale chirurgii i onkologi dzieciecej.Miałam Pana ordynatora o żelaznych zasadach,który np.uważał,że nie jest możliwe aby dziecko nie miało apetytu.Jedzenie jest jak oddychanie i po prostu jeść musi:)Codziennie był duży obchód z całym personelem i wszystko musiało chodzić jak w zegarku:)Obchód odbywał się zaraz po śniadaniu i jeśli któreś z dzieci jadło na sali ,a nie na świetlicy to na obchodzie nie miał prawa stać żaden talerz,a tym bardziej talerz o zgrozo pełny.
No ale jak łatwo się domyśleć tak się stało i oczom wszystkich,a zwłaszcza Pana ordynatora ukazał się talerz pełen kaszy na mleku.Na mnie młodziutką pielęgniareczkę padła blady strach bo stałam bliziutko i to na mnie spoczęły oczy groznego doktora i cedząc słowa zapytał:
-Siostro! A co to takiego?????- wskazując na talerz?????
Ze strachu nie wiedziałam co mam odpowiedzieć,a rzecz działa się na sali malutkiej trzy i pół letniej rezolutnej Ani.Zapadła cisza,a ordynator z tym wyciągniętym palcem czekał na odpowiedz.I nagle zaskrzypiało łóżeczko i wszyscy usłyszeli cieniutki głosik mówiący
-WUJEK WIES CO??????TAKĄ KASE KITOCHE TO SOBIE SAM JEDZ!!!!!
No i jak tu nie lubić takiej pracy?????
No i czas na filcaczka.Pamiętacie parę myszek,której życzyliście potomstwa.Oto jest pierworodna mała myszka:)
Mała Mysia dostała łóżeczko.......
......i butelke ze smoczkiem,ponieważ była karmiona sztucznie.....
Tyle na dziś :)Jutro już piątek,a potem dwa dni laby(przynajmniej dla większości:)Pozdrawiam Was gorąco i do zobaczenia wkrótce:)Lecę do Was!!!!
niedziela, 20 listopada 2011
RÓŻNOŚCI.
Witajcie!
Wcale nie planowałam dzisiejszego posta,ale nie mogłam wytrzymać ,żeby Wam czegoś nie pokazać:)
Otóż byłam wczoraj z Gabulą na zakupach i oczywiście nie darowałabym sobie ,żeby nie wejść do sklepu z którego pochodzi dzbanuszek i wiecie co?????Kolejne reniferkowe cudo,a ponieważ liczba osób chętnych na moje candy przerosła moje najśmielsze oczekiwania to dołączam je do prezentu,a wygląda tak:)
I teraz moja prośba-poradzcie mi czy filiżanka powinna być prezentem dla drugiej osoby,czy powinna stanowić całość z dzbanuszkiem?Jak wolicie?????
A całość wygląda tak:
A żebyście nie myśleli ,że nic nie robię(przyznaje ostatnio mam strasznego lenia) to pokażę pojemniczki łazienkowe mojej twórczości:)Decu to nie jest moja domena,ale przyjemnie mieć coś co się samemu zrobiło,także mimo wszystko jestem zadowolona:)
No i na koniec obowiązkowo filcaczek,robiony dawno,dawno tylko jakoś mi umknął.
Tadammmmm-oto jedno z moich ukochanych zwierzątek-świnka morska:)
I to tyle na dziś.Pozdrawiam Was gorąco i miłego,spokojnego i co najważniejsze zdrowego tygodnia życzę:)
Wcale nie planowałam dzisiejszego posta,ale nie mogłam wytrzymać ,żeby Wam czegoś nie pokazać:)
Otóż byłam wczoraj z Gabulą na zakupach i oczywiście nie darowałabym sobie ,żeby nie wejść do sklepu z którego pochodzi dzbanuszek i wiecie co?????Kolejne reniferkowe cudo,a ponieważ liczba osób chętnych na moje candy przerosła moje najśmielsze oczekiwania to dołączam je do prezentu,a wygląda tak:)
I teraz moja prośba-poradzcie mi czy filiżanka powinna być prezentem dla drugiej osoby,czy powinna stanowić całość z dzbanuszkiem?Jak wolicie?????
A całość wygląda tak:
A żebyście nie myśleli ,że nic nie robię(przyznaje ostatnio mam strasznego lenia) to pokażę pojemniczki łazienkowe mojej twórczości:)Decu to nie jest moja domena,ale przyjemnie mieć coś co się samemu zrobiło,także mimo wszystko jestem zadowolona:)
No i na koniec obowiązkowo filcaczek,robiony dawno,dawno tylko jakoś mi umknął.
Tadammmmm-oto jedno z moich ukochanych zwierzątek-świnka morska:)
I to tyle na dziś.Pozdrawiam Was gorąco i miłego,spokojnego i co najważniejsze zdrowego tygodnia życzę:)
czwartek, 17 listopada 2011
KRECIK I KOLEJNE CHWALIPIĘCTWO!
Witajcie!
Bardzo,bardzo mi miło,ze tak chętnie bierzecie udział w moim candy:)W najśmielszych snach nie przypuszczałam,ze będzie Was tak dużo i ogromnie mi miło z tego powodu:)
Ponieważ ja chronicznie w listopadzie jestem spragniona słońca i dłuższego dnia to pokażę krecika ,robionego latem na leżaczku w pełnym słońcu:)
A teraz kolejne chwalipięctwo:
To efekt wymianki z Anią z Radziejowego Zacisza:
A to prezenty od Kasi z Różności dla przyjemności
Prezenty w tym przypadku osobiście dostarczył słynny pogromca drucików-zwany UN:)
A tu prezent od Ani z Aninkowa
Niestety nie byłam dość szybka i nie wszystko(zwłaszcza produkty żywnościowe przechwycone przez młodzież) udało mi się uwiecznić:)
Kochane-bardzo Wam dziękuję!!!Wasze prezenty ogromnie mnie (i nie tylko) się podobają i sprawiły wiele radości:).
Pozdrawiam Was gorąco i zapraszam do udziału w moim candy:)Do zobaczenia wkrótce:)
Bardzo,bardzo mi miło,ze tak chętnie bierzecie udział w moim candy:)W najśmielszych snach nie przypuszczałam,ze będzie Was tak dużo i ogromnie mi miło z tego powodu:)
Ponieważ ja chronicznie w listopadzie jestem spragniona słońca i dłuższego dnia to pokażę krecika ,robionego latem na leżaczku w pełnym słońcu:)
A teraz kolejne chwalipięctwo:
To efekt wymianki z Anią z Radziejowego Zacisza:
A to prezenty od Kasi z Różności dla przyjemności
Prezenty w tym przypadku osobiście dostarczył słynny pogromca drucików-zwany UN:)
Niestety nie byłam dość szybka i nie wszystko(zwłaszcza produkty żywnościowe przechwycone przez młodzież) udało mi się uwiecznić:)
Kochane-bardzo Wam dziękuję!!!Wasze prezenty ogromnie mnie (i nie tylko) się podobają i sprawiły wiele radości:).
Pozdrawiam Was gorąco i zapraszam do udziału w moim candy:)Do zobaczenia wkrótce:)
niedziela, 13 listopada 2011
CANDY!!!!!!!!!!!!!!!
Witajcie!
Myślę o Was ostatnio i myślę tak w kategoriach świąteczny.Bardzo chciałabym każdą blogowo bliską mi osobę obdarować czymś z okazji świąt.Niestety nie jestem w stanie tego wykonać,lecz zrobię to symbolicznie za pomocą CANDY,które to właśnie ogłaszam.
Zasady:
-podlinkowane zdjęcie na swoim blogu
-komentarz pod tym postem.
-osoby bez bloga proszę o pozostawienie adresu
-moi obserwatorzy proszeni są o pozostawienie dwóch komentarzy pod tym postem
-zabawa trwa do 1 stycznia 2012-do godziny 23.59
-2 stycznia ogłoszenie wyników
I tyle.Do wygrania ten oto czajniczek,który został zakupiony wczoraj z myślą o WAS!!!
Zapraszam i miłej zabawy!Pozdrawiam serdecznie i miłego tygodnia:)
Myślę o Was ostatnio i myślę tak w kategoriach świąteczny.Bardzo chciałabym każdą blogowo bliską mi osobę obdarować czymś z okazji świąt.Niestety nie jestem w stanie tego wykonać,lecz zrobię to symbolicznie za pomocą CANDY,które to właśnie ogłaszam.
Zasady:
-podlinkowane zdjęcie na swoim blogu
-komentarz pod tym postem.
-osoby bez bloga proszę o pozostawienie adresu
-moi obserwatorzy proszeni są o pozostawienie dwóch komentarzy pod tym postem
-zabawa trwa do 1 stycznia 2012-do godziny 23.59
-2 stycznia ogłoszenie wyników
I tyle.Do wygrania ten oto czajniczek,który został zakupiony wczoraj z myślą o WAS!!!
Zapraszam i miłej zabawy!Pozdrawiam serdecznie i miłego tygodnia:)
piątek, 11 listopada 2011
KOMU?KOMU?
Witajcie!
Jak dobrze,ze parę dni wolnego przed nami:) Ostatnio miałam jakieś komputerowe zawirowania i nie mogłam bywać u Was tyle ile bym chciała,ale obiecuję nadrobić straty dziś,jutro i pojutrze:')
Powstał ostatnio żółwik w wersji "dla synka".
Oto on:)
Wczoraj po pracy ogarnął mnie szał pożądków i zagoniłam dzieciaczki do odłożenia zabawek,które już na pewno nie wrócą do łask.
Moja Gabi odłożyła to:
Do laleczek Polly Pocket są jeszcze akcesoria w postaci ubranek(sporo).Może któraś z Was ma chęć na przygarnięcie gromadki?Jeśli tak to proszę o wiadomość na meila lub w komentarzu pod postem.Jeśli chęć posiadania zgłosi kilka osób-wybierzemy jedną:)
Pokażę Wam jeszcze jak wygląda zawiedziony w miłości Robinek-ukochana foxterierka Iga nie chciała się
z nim nawet dzisiaj przywitać:(
Mój bieduszek kochany:(
To tyle na dziś pozdrawiam Was bardzo gorąco i do zobaczenia wkrótce:)
DOPISEK!
Jako pierwsza chęć przygarnięcia CAŁEJ gromadki zgłosiła KASICA i to do niej pojedzie paczuszka.Gratuluję!!!!
Jak dobrze,ze parę dni wolnego przed nami:) Ostatnio miałam jakieś komputerowe zawirowania i nie mogłam bywać u Was tyle ile bym chciała,ale obiecuję nadrobić straty dziś,jutro i pojutrze:')
Powstał ostatnio żółwik w wersji "dla synka".
Oto on:)
Wczoraj po pracy ogarnął mnie szał pożądków i zagoniłam dzieciaczki do odłożenia zabawek,które już na pewno nie wrócą do łask.
Moja Gabi odłożyła to:
Do laleczek Polly Pocket są jeszcze akcesoria w postaci ubranek(sporo).Może któraś z Was ma chęć na przygarnięcie gromadki?Jeśli tak to proszę o wiadomość na meila lub w komentarzu pod postem.Jeśli chęć posiadania zgłosi kilka osób-wybierzemy jedną:)
Pokażę Wam jeszcze jak wygląda zawiedziony w miłości Robinek-ukochana foxterierka Iga nie chciała się
z nim nawet dzisiaj przywitać:(
Mój bieduszek kochany:(
To tyle na dziś pozdrawiam Was bardzo gorąco i do zobaczenia wkrótce:)
DOPISEK!
Jako pierwsza chęć przygarnięcia CAŁEJ gromadki zgłosiła KASICA i to do niej pojedzie paczuszka.Gratuluję!!!!
poniedziałek, 7 listopada 2011
COŚ
Witajcie!
Jak pisałam wcześniej listopadowy humor to nie jest moja najmocniejsza strona,a nic tak nie poprawia mi nastroju jak Wasza obecność , komentarze i odwiedziny u Was.Tak więc odgoniłam intruzów od komputera i szperając w zdjęciach znalazłam stworka którego jeszcze nie pokazywałam,a wspominam go miło bo powstał na wakacjach.Na zdjęciach widać,że świeci jeszcze słoneczko,więc tym chętniej podzielę się z Wami światełkiem.
Stworek-bo tak do końca nie wiem co to jest powstał na życzenie mojego dziecka w okolicznościach cytje-"mamao,mamo zobacz jaką Ola przesłała mi fajną tapetę!!!!Zrobisz mi takiego????"
Oto on stworek z tapety:)
Miłego tygodnia Wam życzę i słoneczka nawet listopadowego:)
Jak pisałam wcześniej listopadowy humor to nie jest moja najmocniejsza strona,a nic tak nie poprawia mi nastroju jak Wasza obecność , komentarze i odwiedziny u Was.Tak więc odgoniłam intruzów od komputera i szperając w zdjęciach znalazłam stworka którego jeszcze nie pokazywałam,a wspominam go miło bo powstał na wakacjach.Na zdjęciach widać,że świeci jeszcze słoneczko,więc tym chętniej podzielę się z Wami światełkiem.
Stworek-bo tak do końca nie wiem co to jest powstał na życzenie mojego dziecka w okolicznościach cytje-"mamao,mamo zobacz jaką Ola przesłała mi fajną tapetę!!!!Zrobisz mi takiego????"
Oto on stworek z tapety:)
Miłego tygodnia Wam życzę i słoneczka nawet listopadowego:)
piątek, 4 listopada 2011
POWOLI JAK ŻÓŁW....
Witajcie!
Dziś troszkę pomarudzę i co więcej chcę Was też do tego marudzenia namówić:)Otóż jest coś co ,mnie baaaaardzo w naszym blogowym światku denerwuje,a mianowicie jest to WERYFIKACJA OBRAZKOWA.Nie wiem jak Wam ,ale mnie zdarza się kilkakrotnie wpisywać jakieś wymyślne słowa.Po pierwsze wkurza mnie to okrutnie,a po drugie w tym czasie mogłabym odwiedzać inne blogi.Dlatego też BARDZO proszę te z Was,które ją posiadają -USUNCIE!Ona na prawdę nie chroni przed niczym,a tylko spowalnia.Bardzo proszę te z Was które zgadzają się ze mną o umieszczenie w dowolnym czasie i formacie takiej prośby na swoich blogach.
Ufffff-ulżyłam sobie:)
A teraz twórczość:
Powstał sobie taki oto żółwik,który podbił serduszka moich dzieciątek na tyle,ze ten należy do Gabi,a drugi w wersji bardziej męskiej się robi.
A teraz chwalipięctwo!
Zobaczcie jakie cuda dostałam od MOLCI!!!.KRYSIU kochana bardzo Ci jeszcze raz dziękuję:)
Pokażę Wam jeszcze cieplutkie zdjęcie-Robinek wyprawił dzieci do szkoły i tak się mój biedulek zmęczył:
A na koniec chciałam Wam bardzo,bardzo podziękować za wszystkie wpisy pod poprzednim postem!
Do zobaczenia wkrótce,lecę szykować się do pracy:)
Dziś troszkę pomarudzę i co więcej chcę Was też do tego marudzenia namówić:)Otóż jest coś co ,mnie baaaaardzo w naszym blogowym światku denerwuje,a mianowicie jest to WERYFIKACJA OBRAZKOWA.Nie wiem jak Wam ,ale mnie zdarza się kilkakrotnie wpisywać jakieś wymyślne słowa.Po pierwsze wkurza mnie to okrutnie,a po drugie w tym czasie mogłabym odwiedzać inne blogi.Dlatego też BARDZO proszę te z Was,które ją posiadają -USUNCIE!Ona na prawdę nie chroni przed niczym,a tylko spowalnia.Bardzo proszę te z Was które zgadzają się ze mną o umieszczenie w dowolnym czasie i formacie takiej prośby na swoich blogach.
Ufffff-ulżyłam sobie:)
A teraz twórczość:
Powstał sobie taki oto żółwik,który podbił serduszka moich dzieciątek na tyle,ze ten należy do Gabi,a drugi w wersji bardziej męskiej się robi.
A teraz chwalipięctwo!
Zobaczcie jakie cuda dostałam od MOLCI!!!.KRYSIU kochana bardzo Ci jeszcze raz dziękuję:)
Pokażę Wam jeszcze cieplutkie zdjęcie-Robinek wyprawił dzieci do szkoły i tak się mój biedulek zmęczył:
A na koniec chciałam Wam bardzo,bardzo podziękować za wszystkie wpisy pod poprzednim postem!
Do zobaczenia wkrótce,lecę szykować się do pracy:)
poniedziałek, 31 października 2011
MAŁGOSIA.
Witajcie!
Dziś chcę się z Wami podzielić wspomnieniem,jeszcze bardzo świeżym.
Rok temu o tej porze miałam jeszcze wspaniałą koleżankę, ciepłego i dobrego człowieka.
Miałam ogromne szczęście poznać i pracować z kimś takim
.Zawsze gdy zmieniałyśmy się dyżurami dostawałam od niej mandarynkę z narysowana uśmiechnięta bużką ,albo w książce raportów znajdowałam narysowane dla mnie słoneczko.Nasze esemesy wyglądały tak":)" lub tak ":("lub dzwoniła i mówiła-" chciałam Ci tylko powiedzieć,ze Cię kocham"
Opowiem Wam historię niezwykłej walki mojej kochanej Małgosi.
Małgosia-zawsze mówiłam jej,ze wygląda jak dziewczynka z obrazów Wyspiańskiego-jej ogromne niebieskie oczy patrzyły z pod długich blond włosów.Mimo,ze pracowałyśmy razem Gocha od długiego czasu była na zwolnieniu,ponieważ potrącił ją samochód-szczęściem w nieszczęściu miała "tylko" złamaną nogę,lecz niestety nie chciała się ona za nic zrosnąć.Z powodu trudności z chodzeniem miałam pojechać do niej i zaszczepić na grypę.W przed dzień Gocha zadzwoniła i powiedziała,żebym przyjechała ,ale bez szczepionki,bo powiększyły jej się węzły chłonne po jednej stronie,ale żebym się nie martwiła bo często przy byle infekcji tak się u niej dzieje.Dodatkowo powiedziała,ze chyba coś ją łapie,bo boli ją brzuch.Wzięliśmy to na karb ogromnej ilości leków ktore przyjmowała,a które miały przyspieszyć zrost złamanej nogi.Lecz ból nie mijał,a wręcz się nasilał.USG wykazało że w jamie brzusznej coś jest.Gosia trafiła do szpitala z diagnozą guza i na operację.
Póżniej okazało się ,że lekarz otworzył jej brzuch i ...praktycznie zamknął,gdyż nowotwór był wszędzie.Ponieważ choroba bardzo gwałtownie ją wyniszczyła poprosiłyśmy w pracy o wypisanie syropu dla pacjentów nowotworowych,lecz ponieważ jest on bardzo wysoce refundowany musiałyśmy mieć podkładkę w postaci wypisu ze szpitala.Gosia długo nie chciała nam go dać,bo cytuje BĘDZIECIE SIĘ MARTWIĆ.Gdy w końcu nam go dała było napisane-nowotwór 4 stopień,chemioterapia paliatywna.Szok!
Gosia sama wychowywała niespełna 18 letniego syna.Uwierzcie mi niezwykle trudno w takiej sytuacji rozmawiać z bliską osobą,bo niby jak omijać wiadomy temat?Czy czekać na znak tej drugiej osoby?Pewnego dnia usłyszałam-NIE MARTW SIĘ KASIU,JA SIĘ ŁATWO GODZĘ Z TAKIMI RZECZAMI..I tak było NIGDY nie usłyszałam dlaczego ja?Ale nadzieja umiera ostatnia ,pamiętam jak w trakcie jakiejś naszej rozmowy Gosia powiedziała-"wiesz JEŚLI uda mi się z tego wyjść to już zawsze będę gruba"Był czas ,ze starała się żartować na temat swojej choroby i pamiętam jak po kolejnej chemioterapii zadzwoniła do mnie i powiedziała,że wypadły jej włosy i wygląda jak Zgredek z Harrego Pottera.Albo jak powiedziała-"e tam,do dupy ta chemia,powiedzieli,ze wszystkie włosy mi wypadną,a TAM nie wypadły -oszustwo"
A potem....już nie było takich rozmow.Był czas,że nie chciała nikogo widzieć,nie odbierała telefonów.Ale my obiecałyśmy!Mówiąc "my" mam na myśli moje koleżanki w pracy.Gdy padła diagnoza Gosia powiedziała-"obiecajcie że mnie nie zostawicie"Nie zostawiłyśmy!Mam ogromne szczęście pracować ze wspaniałymi osobami!
Gdy dostałyśmy wiadomość ,że Gosia miała udar,natychmiast pojechałyśmy,do szpitala,a tam okazało się że to nie udar,a zakrwawił jeden z przerzutów w głowie.Następstwa były jak po udarze-prawostronny paraliż.Starałyśmy się być na każde skinienie i pamiętam jak Gosia u której byłam w dzień poprosiła ,żebym przyjechała do niej wieczorem.Przyjechałam i pamiętam,ze strasznie bałam się ją wykąpać-ja która robiłam to setki razy na prawdę bałam się.A ona bidulka pomagała mi jak mogła-wtedy juz nie wstawała,poruszała tylko lewa stroną z całych sił mi pomagała.Mimo,ze ważyła wtedy już może ze 40 kg to takie bezwładne ciało wydaje się dużo cięższe,a ona tą jedną łapką starała się podciągać do góry,unosić,aby mi pomóc.Wtedy to po raz pierwszy i ostatni Gonia powiedziała-KASIU OKROPNIE JEST.. To były jedyne słowa skargi,żadne inne nigdy już nie padły.Pamiętam też ,ze wtedy poprosiła ,aby porozmawiać z jej Mamą,która nie chce pochować jej w dzinsach.Nigdy przez tyle lat nie widziałam naszej Megi inaczej jak właśnie w dzinsach.Takich trudnych rozmów było między nami kilka.
Wtedy już modliłam się "Panie Boże-wóz albo przewóz.Ulituj się w którą kolwiek stronę"Pewnie niektórym z Was podpadnę ,ale taka choroba odziera człowieka z godności,człowieczeństwa.Ciało już nie było Małgosi,ale i cała reszta też jakby gdzieś ulatywała.Przerzuty w głowie były na tyle zaawansowane,ze zmieniły zupełnie osobowość Gosi.Po kilku dniach dostałyśmy wiadomość,ze Gosia straciła przytomność i jest w stanie śpiączki.Musiałyśmy pojechać do niej pożegnać się.Żeby nie robić tłoku jechałyśmy po dwie,ja miałam pojechać z moją kochaną Hanulką,ale ona miała popołudniówkę w pracy i miałyśmy pojechać po pracy,ale cały czas dzwoniłam do Hani,ze nie zdążymy,ze Gosia odejdzie bez nas,a ja sama bałam się pojechać..Hancia mówiła -nie bój się Megi na nas poczeka.I poczekała.Co więcej po dwóch dniach odzyskała przytomność,lecz jej stan był terminalny.Pani doktor powiedziała cytuje-Ze na chwilę obecną przerzutów nie ma tylko...w rzęsach i brwiach.Gosia została przeniesiona do hospicjum.Tam przy przyjęciu dawano jej...dwa dni.Ale Gonia żyła jeszcze blisko trzy tygodnie.Pamiętam jak mówiła ,ze chciałaby dożyć 18-tki Rafała swojego syna.Zabrakło 9 dni.
Często też wspominam nasze ostatnie spotkanie już w hospicjum na kilka dni przed śmiercią.Kiedyś na Gwiazdkę dostała ode mnie aniołka takiego najzwyklejszego,gipsowego.Gonia ogromnie go lubiła i przez wiele lat stał w naszym gabinecie i miał za zadanie nas chronić.Siedziałyśmu przy niej- ja ,Hania i siostra Małgosi,Joasia.Gdy przyszedł czas się pożegnać czułam,ze więcej się juz nie zobaczymy.Wyszłam.Gdy już byłam na zewnątrz zawołała mnie siostra Gosi,że mam koniecznie wrócić.Wróciłam,usiadłam przy niej na łóżku, a Ona przytuliła mnie tą jedną łapką i powiedziała-KASIU PAMIĘTAJ ABY DAĆ MI TAM MOJEGO ANIOŁKA.Pamiętałam.
Odeszła 19 listopada.Miała 45 lat.
Mam wielki sentyment do wszystkich Małgoś-w każdej widzę kawałek tej mojej.Co więcej jedna z Was wcale nie Małgosia ogromnie mi ją przypomina.Pokażę Wam aniołka którego kupiłam bo wygląda zupełnie jak Gosia.
Przed pierwszymi świętami po odejściu Małgosi bliski przyniósł nam jej zdjęcie,na którym jest piękna,ze słowami-"żeby przez święta mogła być z Wami" .Cały czas jest!
Nie wiem czy nie skasuje tego posta, i czy dacie radę tak długiego przeczytać,ale na razie jest,bo tak na prawdę zostaje po nas czyjaś ...pamięć,a ja mojej Megi nie zapomnę:)
Dziś chcę się z Wami podzielić wspomnieniem,jeszcze bardzo świeżym.
Rok temu o tej porze miałam jeszcze wspaniałą koleżankę, ciepłego i dobrego człowieka.
Miałam ogromne szczęście poznać i pracować z kimś takim
.Zawsze gdy zmieniałyśmy się dyżurami dostawałam od niej mandarynkę z narysowana uśmiechnięta bużką ,albo w książce raportów znajdowałam narysowane dla mnie słoneczko.Nasze esemesy wyglądały tak":)" lub tak ":("lub dzwoniła i mówiła-" chciałam Ci tylko powiedzieć,ze Cię kocham"
Opowiem Wam historię niezwykłej walki mojej kochanej Małgosi.
Małgosia-zawsze mówiłam jej,ze wygląda jak dziewczynka z obrazów Wyspiańskiego-jej ogromne niebieskie oczy patrzyły z pod długich blond włosów.Mimo,ze pracowałyśmy razem Gocha od długiego czasu była na zwolnieniu,ponieważ potrącił ją samochód-szczęściem w nieszczęściu miała "tylko" złamaną nogę,lecz niestety nie chciała się ona za nic zrosnąć.Z powodu trudności z chodzeniem miałam pojechać do niej i zaszczepić na grypę.W przed dzień Gocha zadzwoniła i powiedziała,żebym przyjechała ,ale bez szczepionki,bo powiększyły jej się węzły chłonne po jednej stronie,ale żebym się nie martwiła bo często przy byle infekcji tak się u niej dzieje.Dodatkowo powiedziała,ze chyba coś ją łapie,bo boli ją brzuch.Wzięliśmy to na karb ogromnej ilości leków ktore przyjmowała,a które miały przyspieszyć zrost złamanej nogi.Lecz ból nie mijał,a wręcz się nasilał.USG wykazało że w jamie brzusznej coś jest.Gosia trafiła do szpitala z diagnozą guza i na operację.
Póżniej okazało się ,że lekarz otworzył jej brzuch i ...praktycznie zamknął,gdyż nowotwór był wszędzie.Ponieważ choroba bardzo gwałtownie ją wyniszczyła poprosiłyśmy w pracy o wypisanie syropu dla pacjentów nowotworowych,lecz ponieważ jest on bardzo wysoce refundowany musiałyśmy mieć podkładkę w postaci wypisu ze szpitala.Gosia długo nie chciała nam go dać,bo cytuje BĘDZIECIE SIĘ MARTWIĆ.Gdy w końcu nam go dała było napisane-nowotwór 4 stopień,chemioterapia paliatywna.Szok!
Gosia sama wychowywała niespełna 18 letniego syna.Uwierzcie mi niezwykle trudno w takiej sytuacji rozmawiać z bliską osobą,bo niby jak omijać wiadomy temat?Czy czekać na znak tej drugiej osoby?Pewnego dnia usłyszałam-NIE MARTW SIĘ KASIU,JA SIĘ ŁATWO GODZĘ Z TAKIMI RZECZAMI..I tak było NIGDY nie usłyszałam dlaczego ja?Ale nadzieja umiera ostatnia ,pamiętam jak w trakcie jakiejś naszej rozmowy Gosia powiedziała-"wiesz JEŚLI uda mi się z tego wyjść to już zawsze będę gruba"Był czas ,ze starała się żartować na temat swojej choroby i pamiętam jak po kolejnej chemioterapii zadzwoniła do mnie i powiedziała,że wypadły jej włosy i wygląda jak Zgredek z Harrego Pottera.Albo jak powiedziała-"e tam,do dupy ta chemia,powiedzieli,ze wszystkie włosy mi wypadną,a TAM nie wypadły -oszustwo"
A potem....już nie było takich rozmow.Był czas,że nie chciała nikogo widzieć,nie odbierała telefonów.Ale my obiecałyśmy!Mówiąc "my" mam na myśli moje koleżanki w pracy.Gdy padła diagnoza Gosia powiedziała-"obiecajcie że mnie nie zostawicie"Nie zostawiłyśmy!Mam ogromne szczęście pracować ze wspaniałymi osobami!
Gdy dostałyśmy wiadomość ,że Gosia miała udar,natychmiast pojechałyśmy,do szpitala,a tam okazało się że to nie udar,a zakrwawił jeden z przerzutów w głowie.Następstwa były jak po udarze-prawostronny paraliż.Starałyśmy się być na każde skinienie i pamiętam jak Gosia u której byłam w dzień poprosiła ,żebym przyjechała do niej wieczorem.Przyjechałam i pamiętam,ze strasznie bałam się ją wykąpać-ja która robiłam to setki razy na prawdę bałam się.A ona bidulka pomagała mi jak mogła-wtedy juz nie wstawała,poruszała tylko lewa stroną z całych sił mi pomagała.Mimo,ze ważyła wtedy już może ze 40 kg to takie bezwładne ciało wydaje się dużo cięższe,a ona tą jedną łapką starała się podciągać do góry,unosić,aby mi pomóc.Wtedy to po raz pierwszy i ostatni Gonia powiedziała-KASIU OKROPNIE JEST.. To były jedyne słowa skargi,żadne inne nigdy już nie padły.Pamiętam też ,ze wtedy poprosiła ,aby porozmawiać z jej Mamą,która nie chce pochować jej w dzinsach.Nigdy przez tyle lat nie widziałam naszej Megi inaczej jak właśnie w dzinsach.Takich trudnych rozmów było między nami kilka.
Wtedy już modliłam się "Panie Boże-wóz albo przewóz.Ulituj się w którą kolwiek stronę"Pewnie niektórym z Was podpadnę ,ale taka choroba odziera człowieka z godności,człowieczeństwa.Ciało już nie było Małgosi,ale i cała reszta też jakby gdzieś ulatywała.Przerzuty w głowie były na tyle zaawansowane,ze zmieniły zupełnie osobowość Gosi.Po kilku dniach dostałyśmy wiadomość,ze Gosia straciła przytomność i jest w stanie śpiączki.Musiałyśmy pojechać do niej pożegnać się.Żeby nie robić tłoku jechałyśmy po dwie,ja miałam pojechać z moją kochaną Hanulką,ale ona miała popołudniówkę w pracy i miałyśmy pojechać po pracy,ale cały czas dzwoniłam do Hani,ze nie zdążymy,ze Gosia odejdzie bez nas,a ja sama bałam się pojechać..Hancia mówiła -nie bój się Megi na nas poczeka.I poczekała.Co więcej po dwóch dniach odzyskała przytomność,lecz jej stan był terminalny.Pani doktor powiedziała cytuje-Ze na chwilę obecną przerzutów nie ma tylko...w rzęsach i brwiach.Gosia została przeniesiona do hospicjum.Tam przy przyjęciu dawano jej...dwa dni.Ale Gonia żyła jeszcze blisko trzy tygodnie.Pamiętam jak mówiła ,ze chciałaby dożyć 18-tki Rafała swojego syna.Zabrakło 9 dni.
Często też wspominam nasze ostatnie spotkanie już w hospicjum na kilka dni przed śmiercią.Kiedyś na Gwiazdkę dostała ode mnie aniołka takiego najzwyklejszego,gipsowego.Gonia ogromnie go lubiła i przez wiele lat stał w naszym gabinecie i miał za zadanie nas chronić.Siedziałyśmu przy niej- ja ,Hania i siostra Małgosi,Joasia.Gdy przyszedł czas się pożegnać czułam,ze więcej się juz nie zobaczymy.Wyszłam.Gdy już byłam na zewnątrz zawołała mnie siostra Gosi,że mam koniecznie wrócić.Wróciłam,usiadłam przy niej na łóżku, a Ona przytuliła mnie tą jedną łapką i powiedziała-KASIU PAMIĘTAJ ABY DAĆ MI TAM MOJEGO ANIOŁKA.Pamiętałam.
Odeszła 19 listopada.Miała 45 lat.
Mam wielki sentyment do wszystkich Małgoś-w każdej widzę kawałek tej mojej.Co więcej jedna z Was wcale nie Małgosia ogromnie mi ją przypomina.Pokażę Wam aniołka którego kupiłam bo wygląda zupełnie jak Gosia.
Przed pierwszymi świętami po odejściu Małgosi bliski przyniósł nam jej zdjęcie,na którym jest piękna,ze słowami-"żeby przez święta mogła być z Wami" .Cały czas jest!
Nie wiem czy nie skasuje tego posta, i czy dacie radę tak długiego przeczytać,ale na razie jest,bo tak na prawdę zostaje po nas czyjaś ...pamięć,a ja mojej Megi nie zapomnę:)
piątek, 28 października 2011
Na wesoło.
Witajcie!
Nie wiem jak Wam ale mnie zawsze w okolicach listopada obniża się nastrój.Z osoby pogodnej,żeby nie powiedzieć wesołej staje się... mniej pogodna i wesoła.Dlatego też jeszcze przed listopadowym smutnym świętem pokażę coś co może wywoła uśmieszek na pysiakach,a na zachętę napiszę,ze został poczyniony na wakacjach i w tej scenerii zostanie ukazany:)
Psiulek robiony był na wzór ODDY"ego z GARFIELDA.
Acha-bardzo,bardzo dziękuję tym którzy zechcieli opisać swoją rękodzielniczo-blogową historię,a Ci którzy tego nie uczynili proszeni są o zrobienie:)Pięknie proszę:)
Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia wkrótce:)
Nie wiem jak Wam ale mnie zawsze w okolicach listopada obniża się nastrój.Z osoby pogodnej,żeby nie powiedzieć wesołej staje się... mniej pogodna i wesoła.Dlatego też jeszcze przed listopadowym smutnym świętem pokażę coś co może wywoła uśmieszek na pysiakach,a na zachętę napiszę,ze został poczyniony na wakacjach i w tej scenerii zostanie ukazany:)
Psiulek robiony był na wzór ODDY"ego z GARFIELDA.
Acha-bardzo,bardzo dziękuję tym którzy zechcieli opisać swoją rękodzielniczo-blogową historię,a Ci którzy tego nie uczynili proszeni są o zrobienie:)Pięknie proszę:)
Pozdrawiam Was serdecznie i do zobaczenia wkrótce:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































